Pierwszy rozdział mojego nowego.. nie wiem jak to nazwać.. opowiadania? :-)
Nie mam pojęcia co z tego wyjdzie..
Na razie mam tylko ten jeden króciutki rozdział. Postaram się napisać coś nowego do przyszłego tygodnia. Mam ogromną nadzieję, że zdobędę jakichś czytelników ;>
Nie mam nikogo do korekty, więc mogą pojawiać się jakieś pojedyncze błędy, ale raczej nie powinny.
Pozdrawiam.
*-*-*
Zwykły dzień.. ale nie dla niego.
Frank Pierre - blady, jasnooki szatyn posiadający dwa niezwykłe dary, zdolność czytania ludziom w myślach oraz umiejętność telekinezy. Potrafi podnosić różne przedmioty, a nawet ludzi, siłą woli. Wie, że te właśnie zdolności odziedziczył po ojcu, który zostawił go i jego matkę na pastwę losu, kiedy miał sześć lat.
Dzisiaj miał zacząć naukę w nowej szkole. Nie był pewien czy szkolna społeczność go zaakceptuje, chociażby ze względu na jego styl ubierania się. Czarne, mroczne ubrania i ciężkie buty, to właśnie w tym najczęściej go widywano. Szczerze powiedziawszy miał głęboko w.. nosie zdanie innych ludzi.
Już dawno był spóźniony na pierwszą lekcję, mimo tego i tak się nie śpieszył. Szedł powoli przez miejski park. Ubrany był w ciemne dżinsy, czarne glany, biały t-shirt, na to zarzuconą czarną, skórzaną kurtkę. Wiatr lekko zmierzwił mu krótkie czarne włosy.
W końcu znalazł się na miejscu. Budynek był nieskazitelnie biały. Frank wiedział, że nie będzie czuć się tu dobrze.
-Rzygam tym wszystkim - powiedział cicho i skierował się w stronę wejścia głównego. Na korytarzach było zupełnie pusto. Wiedział w jakiej sali ma lekcję, B21.
Pociągnął za klamkę zielonych drzwi i przeszedł przez próg. Nie zastał tam żadnego nauczyciela, tylko grupę nastolatków. Początkowo myślał, że pomylił klasy.
- A ty to kto? - zapytał chamsko jakiś blond osiłek.
- Nikt ważny. Chyba pomyliłem klasy - wszystkie oczy w sali zwróciły się na Franka. Blondyn patrzył na niego z pogardą, po czym powiedział:
- Nie, nie pomyliłeś klas. Stevens wspomniał coś o jakimś nowym - Frank go wyminął, chciał usiąść w pierwszej lepszej wolnej ławce, ale drogę zastąpił mu wspomniany blondyn.
- Jestem Owen Craig, nie możesz mnie tak po prostu ignorować - warknął.
- A jednak to robię - odgryzł się Frank. Już chciał usiąść w wybranej przez siebie ławce, gdy Owen pociągnął go za kurtkę.
- Nie, nie, nie, Ty tutaj nie siadasz. Usiądziesz tam - wskazał ostatnią ławkę, w której siedziała całkiem ładna dziewczyna o brązowych włosach - Jest równie "inna" co Ty, co nie Jade? - pomachał do brązowowłosej ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy. W klasie rozległy się ciche śmiechy.
- Spieprzaj - Jade pokazała środkowy palec do Owena - A Ty siadaj jak chcesz - skierowała w stronę Franka bardziej uprzejmym tonem.
Po chwili do klasy wszedł nauczyciel, pan Stevens. Nie zwracał najmniejszej uwagi na Franka.
- Jak się nazywasz? - szepnęła do niego Jade. Dopiero teraz dostrzegł jak jest ubrana. Ciemna koszulka z napisem: "Pantera", jego ulubiony zespół, miała też fajne buty - glany z czerwonymi sznurówkami.
- Frank Pierre - dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Pierre, fajne nazwisko - mówiła szczerze.
- Dzięki. A Ty jak się nazywasz?
- Jade Prince - odpowiedziała mu.
- Prince.. - szepnął prawie niesłyszalnie Frank.
- Co? - spytała Jade.
- Nic - korciło go żeby zajrzeć do jej umysłu, ale wiedział, że to byłoby nie fair.
Nie mam pojęcia co z tego wyjdzie..
Na razie mam tylko ten jeden króciutki rozdział. Postaram się napisać coś nowego do przyszłego tygodnia. Mam ogromną nadzieję, że zdobędę jakichś czytelników ;>
Nie mam nikogo do korekty, więc mogą pojawiać się jakieś pojedyncze błędy, ale raczej nie powinny.
Pozdrawiam.
*-*-*
Zwykły dzień.. ale nie dla niego.
Frank Pierre - blady, jasnooki szatyn posiadający dwa niezwykłe dary, zdolność czytania ludziom w myślach oraz umiejętność telekinezy. Potrafi podnosić różne przedmioty, a nawet ludzi, siłą woli. Wie, że te właśnie zdolności odziedziczył po ojcu, który zostawił go i jego matkę na pastwę losu, kiedy miał sześć lat.
Dzisiaj miał zacząć naukę w nowej szkole. Nie był pewien czy szkolna społeczność go zaakceptuje, chociażby ze względu na jego styl ubierania się. Czarne, mroczne ubrania i ciężkie buty, to właśnie w tym najczęściej go widywano. Szczerze powiedziawszy miał głęboko w.. nosie zdanie innych ludzi.
Już dawno był spóźniony na pierwszą lekcję, mimo tego i tak się nie śpieszył. Szedł powoli przez miejski park. Ubrany był w ciemne dżinsy, czarne glany, biały t-shirt, na to zarzuconą czarną, skórzaną kurtkę. Wiatr lekko zmierzwił mu krótkie czarne włosy.
W końcu znalazł się na miejscu. Budynek był nieskazitelnie biały. Frank wiedział, że nie będzie czuć się tu dobrze.
-Rzygam tym wszystkim - powiedział cicho i skierował się w stronę wejścia głównego. Na korytarzach było zupełnie pusto. Wiedział w jakiej sali ma lekcję, B21.
Pociągnął za klamkę zielonych drzwi i przeszedł przez próg. Nie zastał tam żadnego nauczyciela, tylko grupę nastolatków. Początkowo myślał, że pomylił klasy.
- A ty to kto? - zapytał chamsko jakiś blond osiłek.
- Nikt ważny. Chyba pomyliłem klasy - wszystkie oczy w sali zwróciły się na Franka. Blondyn patrzył na niego z pogardą, po czym powiedział:
- Nie, nie pomyliłeś klas. Stevens wspomniał coś o jakimś nowym - Frank go wyminął, chciał usiąść w pierwszej lepszej wolnej ławce, ale drogę zastąpił mu wspomniany blondyn.
- Jestem Owen Craig, nie możesz mnie tak po prostu ignorować - warknął.
- A jednak to robię - odgryzł się Frank. Już chciał usiąść w wybranej przez siebie ławce, gdy Owen pociągnął go za kurtkę.
- Nie, nie, nie, Ty tutaj nie siadasz. Usiądziesz tam - wskazał ostatnią ławkę, w której siedziała całkiem ładna dziewczyna o brązowych włosach - Jest równie "inna" co Ty, co nie Jade? - pomachał do brązowowłosej ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy. W klasie rozległy się ciche śmiechy.
- Spieprzaj - Jade pokazała środkowy palec do Owena - A Ty siadaj jak chcesz - skierowała w stronę Franka bardziej uprzejmym tonem.
Po chwili do klasy wszedł nauczyciel, pan Stevens. Nie zwracał najmniejszej uwagi na Franka.
- Jak się nazywasz? - szepnęła do niego Jade. Dopiero teraz dostrzegł jak jest ubrana. Ciemna koszulka z napisem: "Pantera", jego ulubiony zespół, miała też fajne buty - glany z czerwonymi sznurówkami.
- Frank Pierre - dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Pierre, fajne nazwisko - mówiła szczerze.
- Dzięki. A Ty jak się nazywasz?
- Jade Prince - odpowiedziała mu.
- Prince.. - szepnął prawie niesłyszalnie Frank.
- Co? - spytała Jade.
- Nic - korciło go żeby zajrzeć do jej umysłu, ale wiedział, że to byłoby nie fair.